poniedziałek, 10 sierpnia 2015

#agnethahome

A jak Ambitna
G jak Genialna
N jak Naturalna
E jak Entuzjastyczna
T jak Twórcza
H jak Hobbystka
A jak AGNIESZKA



Tacę RUSTIK dostałam od Agnieszki w prezencie, jako towar ze skazą. Nie każdy przedmiot, który tworzą ludzkie dłonie jest idealny. Proces twórczy bywa kapryśny i nie zawsze idzie zgodnie z oczekiwaniami tworzącego. Tak było z tą tacą, która właśnie poprzez swoją niedoskonałość stała się hitem IG :)
Długo myślałam jak wyeksponować ten wyjątkowy przedmiot, sesja, którą Wam przedstawiam powstała pod wpływem chwili, po powrocie znad morza. Pomyślałam, że nadmorskie skarby, będą idealnym dodatkiem do tacy, podobnie jak inne przedmioty zgromadzone na zdjęciach. Większość to rzeczy, które przeżywają u mnie drugą młodość, jak np. kamionkowy słój, który przywiozłam z Polski, bidulek stał zakurzony w szopie. Maleńki wazonik to znajda na pchlim targu, podobnie jak szkła. Jedynie dzbanek jest "firmowy" od House Doctor.



Jeżeli jesteście zainteresowanie tacą RUSTIK, to szukajcie jej tutaj, w sklepie Agnethy, przy okazji zajrzyjcie do innych produktów, być może Wasze zakupy, nie skończą się tylko na tacy? :)




Mam nadzieję, że Wasz start w nowy tydzień był udany? Spokojnego tygodnia.
Paulina


czwartek, 6 sierpnia 2015

Lekkość

Zwiewność, niewinność, wiatr we włosach, bukiet w dłoni, słońce, które tworzy nowe piegi na nosie. LATO. Gorące, palące, burzowe, czasami kapryśne deszczowe. Ile ja bym dała za chociażby 25 stopni... Niestety na wyspie lato w tym roku nas nie rozpieszcza, można by rzec: ładną jesień mamy tego lata ;) Temperatury nie przekraczają 20 stopni, słońce skrywa się na za deszczowymi chmurami.
O takich letnich bluzkach, mogę pomarzyć...





Pomimo 11 stopni za oknem optymistycznie podchodzę do tegorocznego lata i już spisuję co zapakować do walizki. Czeka nas wymarzony urlop, taki z basenem, słońcem, plażą i błogim lenistwem. Biała bluzka na pewno wybierze się ze mną, aby i ona mogła poczuć wiatr znad morza...


Pozdrawiam deszczowo, dla ochłody ;) Paulina

sobota, 25 lipca 2015

Minimalizm

Ostatnio bardzo modne stało się to słowo, można by stwierdzić iż "minimalizm" jest chic i trendy.
Muszę się przyznać, że i ja dałam się wciągnąć w minimalizm, na szczęście szybko się ocknęłam i pomyślałam hola, hola albo to ze mną jest coś nie tak, albo to z pojęciem minimalizmu jest coś nie tak.
Jedna z blogerek zaproponowała , już po raz kolejny akcję dzięki której, w ciągu kilkunastu dni stajemy, albo już jesteśmy, na drodze do minimalizmu. Z ciekawości zajrzałam aby poczytać, na czym ta przemiana miałaby polegać. Sporo punktów znalazło się na liście i jeszcze sporo można dopisać. Jednym z wielu pkt. było np. hasło: zrobić porządek w portfelu, torebce , skrzynce mailowej, szufladzie z przydasiami itp.
Mhm, być może jest to jakiś maleńki kroczek w drodze do minimalizmu szeroko pojętemu i szumnemu, ale czy to tak na prawdę, nie jest po prostu robienie porządków?
Nie wiem jak Wy, ale ja porządki w/w dobrach robię regularnie i nigdy nie przyszłoby mi do głowy nazwać to drogą do minimalizmu...
Jedną z proponowanych rzeczy jest również porządek w szafie, pozbycie się nienoszonych, zniszczonych ubrań, Super, jako, że przeczytałam kilka książek z serii poradników , pozbyłam się sporej ilości odzieży, bez żalu. Dzisiaj kupuję mądrzej i z głową. Wydaje mi się jednak, że do takiej garderoby, trzeba dorosnąć. Młode dziewczyny chcą mieć dużo i to jest ok, każdy ma prawo żyć własnym życiem. Ja po 30ce stałam się bardziej świadoma swojej kobiecości, swoich upodobań, co przełożyło się na moją szafę i wnętrza w których żyjemy.
Być może się mylę, ale oderwijcie na chwilkę wzrok od monitora i pomyślcie, mówię "minimalizm", widzę:...  Ja widzę np. białą ascetyczną kuchnię, z zamkniętymi szafkami z jednym gadżetem w postaci designerskiej deski do krojenia, bez zbędnych dodatków. W mojej wizji nawet brak czajnika ;) Który mógłby burzyć harmonię.
W moim pojęciu "minimalizm" wywodzi się z kultury wschodu, pielęgnowanej od wieków. Myślę iż czynnikiem sprzyjającym na jego powstanie i sposób życia, stał się brak miejsca i czysta miłość do prostych form. Przyrost naturalnym sprawił, iż ludzie dalekiego wschodu żyją w ciasnych wnętrzach, w których natłok przedmiotów powodowałby uczucie ciasnoty i zagracenia. My, Europejczycy, w większości mamy to szczęście, że żyjemy na większym metrażu , możemy sobie pozwolić na dekoracje, ozdobne przedmioty, które nie tylko mają wyglądać, ale też mogą spełniać użytkowe funkcje.
Inną kwestią, która mnie zastanawia, co z kolekcjonerami? Na dobrą sprawę minimalizm wyklucza zbieractwo, ponieważ wiąże się ono z posiadaniem przedmiotów i czy będą to igły w ilości 10000000 sztuk czy czy figurki świnek, to i tak zajmują miejsce.
Co z potrzebą otaczania się przedmiotami? Które w naszym pojęciu estetyki są ładne. Chcemy je mieć tylko po to aby mieć, fajnie, jeżeli przy okazji spełniają określone funkcje, ale jeżeli nie, to i tak nie widzę sensu pozbycia się ich tylko dlatego, iż modny jest "minimalizm". Kto wie, czy za dwa lata, to właśnie kolekcjonerstwo, eklektyzm  nie będzie w dobrym tonie?

Moja dygresja jest krótka, żyjmy po swojemu i nie dajmy się zwariować. Najważniejsze to wiedzieć w jakim wnętrzu chcemy żyć i nie zmieniać go na siłę wraz z przypływem mody.

Swoim wpisem nie chciałam nikogo urazić, jeżeli ktoś poczuł się dotknięty, to nie powinien. Moje słowa nie są wtrącaniem się w czyjeś życie. Są moją subiektywną opinią na to co obserwuję dookoła, na to jak często ludzie ulegają wpływom, czego później mogą żałować...
Proszę o to, abyście pamiętali "minimalizm" to filozofia życia , sposób na nie z wieloma wyrzeczeniami, na które jako naród europejski nie jesteśmy jeszcze gotowi. Posprzątany dom nie czyni nas minimalistą.

Zachęcam Wam do przeczytania tego wpisu u Kavki i tej "minimalistycznej" sesji u Anity :)

Dobrej nocy, lecę się kurować, bo jakiś wirus mnie dopadł :(
Paulina


Ps. Jako, że nie uważam się za minimalistkę, pozwoliłam sobie przywieźć z polski kamionkowy słój po babci. Do dekoracji wszelakich ;)

piątek, 10 lipca 2015

Summer Blossoms

Letni spacer po łące, niedbale zrywane kwiaty układane w kompozycję, tylko dla mnie zrozumiałą. Dłoń ledwo zaciskająca się na łodygach. Esencja lata, polne kwiaty, chwasty zwykłe- niezwykłe. Moc delikatnych kolorów, kształtów, faktur.





Lubicie, zbieracie, tworzycie bukiety z polnych kwiatów?

Kwiecistych snów Wam życzę. Paulina

środa, 1 lipca 2015

Ministerstwo, Kossmoss i znów zleciało

Krzesełkowo u mnie ostatnio :) Po sędziwym i zacnym Thonecie dziś przedstawiam mniej rodowego, giętego, sklejkowego staruszka z czasów PRL, wyprodukowanego w Zakładzie... nawet nie wiem jakim, bo naklejka na spodzie siedziska uległa zniszczeniu. Brat obiecał odrestaurować krzesło i nadać mu nowe życie, zobaczymy, czy dotrzyma słowa ;)


Wracając do tematu. Ministerstwo Dobrego Mydła. Sporo o nich ostatnio, instagram aż kipi od zdjęć kosmetyków tam produkowanych. Naturalne składniki, najlepszej jakości oleje i masła, wzbogacane dobrocią ziół, glinki czy olejkami eterycznymi. Każdy produkt powstał z wysoko wyselekcjonowanych składników, po to, abyśmy mogły cieszyć się towarem w rozsądnej cenie połączonej z doskonałą jakością. Ja swoje cudeńka dostałam od Dorotki, olejek do twarzy z pestek śliwki to mój "must have" pielęgnacji twarzy, mydło z rozmarynem testuję od kilku dni, jest idealne dla mojej wymagającej, suchej skóry. Kula do kąpieli czeka na swój czas, na spokojną kąpiel z książką w ręce i kieliszkiem wina... Zachęcam Was do zapoznania się z ofertą Ministerstwa, nie zawiedziecie się.



Kossmoss. Będąc w Krakowie w odwiedzinach u Zającecztery, S. zaprowadziła mnie do sklepu z polskim designem i rękodziełem, w którym nie wiedziałam, na czym wzrok zawiesić. Rzeczy Same bo o nim mowa, znajduje się na ul. Nadwiślańskiej 11, zachęcam do odwiedzin, przemiła obsługa a do tego towar godny najlepszych sklepów designerskich. Po oczopląsie i rozeznaniu skusiłam się na zakup lnianych serwetek, w kolorze spranego błękitu. Pomyślałam, że będą idealnie nadawały się do letnich posiłków. Wykonawcą jest, a jakże ;) polska marka Kossmoss specjalizująca się w szyciu z ciekawych tkanin pościeli, poszewek, serwetek itp. Jak widzicie serwetki wdzięcznie pozują w sesji, wraz z białą lnianą poszewką, którą również mam dzięki uprzejmości wirtualnej znajomej.



Dziś mija siódma rocznica prowadzenia bloga... Znów kolejny rok zleciał nie wiadomo kiedy. Ostatnimi czasy lekko przykryty kurzem Home my Place znów nabiera tempa. Po odkurzeniu i wywietrzeniu, nie tylko wirtualnego miejsca, wraca z nową porcją zdjęć, inspiracji. Jestem dzięki Wam, dzięki garstce ludzi, którzy zaglądają, napiszą kilka słów, wspierają. I pomimo, że weny czasem brak, czasu mało to jestem i jeszcze trochę zostanę, w tym wirtualnym kawałku mojego świata.
Z okazji urodzin chciałabym zaproponować Wam drodzy czytelnicy prezent. Zajrzyjcie proszę na stronę Ministerstwa Dobrego Mydła (klikając w nazwę od razu przekieruje Was na stronę) i wybierzcie sobie dwa produkty, które ja Wam zasponsoruję i opłacę wraz z dostawą do domu. Spośród komentarzy, wybiorę jedną osobę, która będzie mogła przetestować te wyjątkowe kosmetyki.
Nie jest to prezent sponsorowany przez MDM, sponsoruję go ja, bez żadnych konszachtów z marką i jej właścicielkami .

Ściskam urodzinowo. Paulina Home my Place


niedziela, 28 czerwca 2015

Sędziwy Thonet i Jug Vase

Malutko mnie ostatnio na blogu a to za sprawą urlopu, który udało mi się spędzić w Polsce. Ach, cóż to był za intensywny czas! Pomimo niezbyt sprzyjającej pogody, udało mi się maksymalnie go wykorzystać, na przemiłych spotkaniach i udanych wyjazdach. Tu szczególne ukłony dla Agi, Mili i Zającecztery :) Te trzy wyjątkowe osoby sprawiły, iż czas spędzony we Wrocławiu i Krakowie minął szybko i przyjemnie.
Nie myślcie sobie, że czas spędzałam tylko na przyjemnościach, było też trochę pracy związanej z blogiem, sesje z udziałem pięknych przedmiotów. Ale zaraz, zaraz czy to aby praca, czy przyjemność???
Pierwszą z sesji zafundowałam sobie na strychu, z piękną ceglaną ścianą w tle i wiekowym krzesłem marki Thonet, które to dostaliśmy od mojego kuzyna, które z kolei dostał od swojego taty, a ten od swojej mamy, która pracowała we Wrocławskim Teatrze Lalek. Krzeseł sztuk kilka przyniosła kiedyś do domu. Niestety nie wiem czy służyły one w garderobach, teatralnej kawiarni czy też zalegały na strychu jeszcze od czasów przedwojennych... Ci którzy znają krzesła zaprojektowane przez Michaela Thoneta i jego fabrykę, wiedzą, iż są to ponadczasowe modele, które idealnie wpisują się w klimat każdego wnętrza, tym bardziej, że spośród wielu wzorów można dobrać ten jeden idealny dla siebie.




Jug Vase marki House Doctor wypatrzyłam w jednym ze sklepików internetowych ze skandynawskim designem. Ostatnio po drodze mi z przedmiotami z ceramiki, gliny i kamionki. Ręcznie formowanymi, szkliwionymi. Dlatego ten oryginalny dzbanek wpadł do mojego koszyka, tym szybciej iż był w dziale z przecenionymi przedmiotami. Szczerze powiem, wcześniej się z nim nie spotkałam, widać nie każdy poznał się na jego urodzie i funkcjonalności, bo same przyznajcie, że podpiąć mu można różne funkcje.



Spokojnej nocy. Paulina

Jug Vase: House Doctor
Szal: Zara
Krzesło i kamionkowy słój: strych mojej mamy ;)

sobota, 13 czerwca 2015

PEONIES

Królowe sezonu, w każdym stadium rozwoju zachwycające.
Delikatne białe niczym puch, mocne, fuksjowe niczym skrzydła egzotycznego ptaka...
Jako pojedynczy kwiat i w bujnych bukietach.

Pytanie, czy je lubicie, niech zawiśnie między nami. Znam odpowiedź...;)




Spokojnego sobotniego wieczoru.
Paulina