piątek, 4 kwietnia 2014

Swap i marcowo instagramowo.

Stało się, po ponad 13 miesiącach odzyskaliśmy wolność ;) A wszystko przez zamianę pokoików. Lena trafiła do naszej sypialni i teraz dziewczyny mają swój dziewczyński pziokój :D
Nie obyło się bez zakupów, Lenka jako uczennica doczekała się swojego biurka, z którego jest bardzo dumna. Dostał jej się też nowy regał na zbiór książek, który co chwilę się powiększa. Pokoik pomimo, że mały i kiepski jeżeli chodzi o ustawność mebli to jednak wyszedł przytulnie i bez wrażenia przytłoczenia. Ponieważ jeszcze jesteśmy w trakcie dopieszczania, będziecie musieli chwilkę poczekać, zanim pokażę Wam efekt końcowy(?) ;)

A co z nami. O dziwo zmieściliśmy wielkie łóżko w "dziupli" i o dziwo, zostało nawet troszkę miejsca. Niestety, pokój wymaga kosmetycznych zabiegów, w tym malowania, które planuję w najbliższym czasie. Nie byłabym jednak sobą, gdybym już go troszkę pod siebie nie zaaranżowała :)
Dzisiaj mały fragment z nowym nabytkiem ze sklepu na I. Lampka, bo o niej mowa urzekła mnie swoim designem, ma w sobie to wszystko co lubię, kabel opleciony czarno- białym sznurkiem, metalowy, biały  klosz, miedziane dodatki, które tak są modne obecnie we wnętrzach.



W dniu przeprowadzki kupiłam bukiet Jaskrów. Piękne kwiaty, kojarzą się z sielskością, równocześnie pozostając prostymi w formie. Bez zbędnych dodatków, włożone do prostego wazonu są idealną dekoracją w każdym wnętrzu.




Kończąc dzisiejszy wpis zostawiam Wam z kolażem insta pstryków marcowych. Oj, działo się w marcu, działo :) To był fantastyczny miesiąc!


Pozdrawiam i życzę udanego weekendu!

wtorek, 25 marca 2014

Coffee time.

Wiem, że podobnie jak ja lubicie celebrować chwile. Picie kawy czy herbaty w niespiesznym rytmie, z książką czy magazynem w ręku, z czymś słodkim do podgryzania. Może to być kwadrans a może godzinka. Wszystko zależy od sytuacji.
Mnie udało się dzisiaj wygospodarować 30 minut, tylko dla siebie. W tym czasie zdążyłam przejrzeć (nie wiem czy też tak macie, ale ja najpierw lubię przejrzeć gazetę, zanim wezmę się za czytanie w innym czasie) najnowsze magazyny, w których zachwycam się Irlandzkimi wnętrzami, przeczytałam kilkanaście stron książki "Morfina" (polecam!!!) wypić aromatyczną kawkę i delektować się Pawełkiem, z adwokatem, a co!






Inspiracje, inspiracje, inspiracje!!!



Goździki, które dostałyśmy z mamą na Dzień Kobiet dogorywają, kilka łepków jeszcze cieszy oczy.


Pozdrawiam- Paulina.

środa, 19 marca 2014

From Paris with love

Coś tak czuję, że przez najbliższy czas będę zanudzać Was postami z Paryża. Ale spokojnie, nie mam miliona zdjęć, mam za to trochę fajnych pomysłów i miejsc do pokazania. Dacie radę?

Dzisiaj post o czymś dla zmysłów. Ze świecami Diptyque spotkałam się już wcześniej, w Dublinie. Będąc w ich sklepie dostawałam zawrotu głowy od cudownych zapachów, bijących z małych flakoników, szklanych pojemników. Świece kusiły mnie bardzo, ale wiedząc, że będę w Paryżu, postanowiłam, że kupię ją właśnie tam. W miejscu gdzie powstają te cudne zapachy.



Ok, plan zrealizowany, jestem w sklepie na ulicy Victora Hugo, prosty wystrój, kuszące, mieszające się ze sobą zapachy i mój nos, który ma wybrać ten jeden...Wącham, podpowiadam sprzedawcy jakie zapachy są mi najbliższe, w końcu mam, to jest to! BAIES.



Połączenie aromatu róży i liści czarnej porzeczki. Pociągający i tajemniczy. Idealny! Bardzo w mojej nucie zapachowej.


Znacie produkty Diptique? Na Pinterest można znaleźć sporo inspirujących zdjęć z wykorzystaniem słoiczka po świecy, ja swojego nie mam zamiaru wyrzucać ;) Będzie idealny na pędzle do makijażu.

Dobrej nocy Wam życzę!


poniedziałek, 17 marca 2014

Głowa do góry!

Lubicie chodzić z wysoko podniesioną głową? Bo ja bardzo, dzięki temu wpada mi w oko i kadr coś, co innym umyka, co dla innych jest niezauważalne.
Dwa tygodnie temu spędziłam  trzy dni w  Paryżu. Spełniło się moje marzenie. W mieście miłości spędziliśmy moje urodziny i naszą pierwszą rocznicę ślubu. Dużo chodziliśmy, starałam się chłonąć jak najwięcej z tego miasta, które tak jak przewidywałam, skradło moje serce.

Dzisiaj trochę ujęć robionych z podniesioną głową. Bo Paryż to nie tylko Wieża Eiffla, Pola Elizejskie czy Luwr, Paryż to przede wszystkim wspaniała architektura i klimat, którego nie znajdzie się nigdzie indziej.









Pozdrawiam i głowa do góry!

sobota, 1 marca 2014

piątek, 21 lutego 2014

Butelkowa zieleń i pomysł na babskie wypad

Ciągnie mnie do kolorowych akcentów, w postaci plam kolorów. Do wszechobecnej bieli i czerni dodaję kapkę barwy. Dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok tej butelki, której kolor, można określić jednoznacznie: butelkowa zieleń ;)



A skoro butelka, to i goździki. Piękne białe małe damy. Idealne do dużych bukietów i pojedynczych ekspozycji. Bardzo je lubię i cieszę się, że po latach posuchy, znów wracają na salony.



Ostatnio u mnie same kwieciste posty :) Ciągnie mnie do wiosny już. Może tymi kilkoma kwiatami wywołam ją trochę szybciej? A czekając na nią polecam babski wypad do sklepu L'Occitane gdzie przynajmniej raz w miesiącu organizowane są spotkania, na których można dowiedzieć się jakie kosmetyki są odpowiednie dla naszej cery, skorzystać z przyjemności masażu i peelingu dłoni, porozmawiać z ekspertem i kupić coś po niższej cenie. Dodatkowo w ramach opłaty za wejście otrzymacie torbę pełną prezentów.


Nie myślcie sobie, że jest to wpis sponsorowany. Nic z tego. Chciałam się z Wami podzielić informacją, że takie spotkania mają miejsce w każdym sklepie L'Occitane na świecie :) Sprawdźcie gdzie macie najbliżej, bierzcie psiapsiółę pod pachę i śmigajcie na spotkanie. Enjoy!

Uściski- Paulina

niedziela, 16 lutego 2014

Zdarzyło się 13go i odrobina żółtego :)

Dokładnie, 13go lutego 2013 roku, zdarzył się cud. Na świat przyszedł nasz promyczek kochany, który swoją osobą rozjaśnia Nam każdy dzień. Czuję się spełnioną matką, mam dwa skarby najdroższe przy sobie. I pomimo, że czasami mam ochotę polecieć w kosmos, schować się do szafy i z niej nie wychodzić, to nie zamieniłabym się z nikim, na nic. Bo nie ma nic cenniejszego niż miłość matki i dzieci.
Przyjęcie urodzinowe było skromne ale bardzo sympatyczne, jubilatka zadowolona z prezentów chętnie słała swoje słodkie uśmiechy :) Po tortowym debiucie na Lenki urodziny, przyszedł czas na drugi raz. Na szczęście i tym razem się udało i tort, wiem to ze sprawdzonych źródeł, udał się :D



Nie wiem jak Wy, ale ja już czuję wiosnę. Przebiśniegi krokusy już śmiało prężą się na rabatkach, powoli też rosną żonkile. Za jakiś czas wyspa z zielonej, zamieni się w żółtą. Będzie pięknie. Czekam co roku na te widoki.
Tymczasem odrobina żółci zamieszkała w naszej sypialni, w postaci Kraspedii, czyli małych, uroczych żółtych kuleczek, które (przyznaję się bez bicia) zwinęłam z pracy z wiązanki :P
No cóż, na szczęście nikt nie widział a kwiatkom jak widać dobrze u mnie, bo już drugi tydzień są ozdobą.
Półka w sypialni dostała nowy, dość jak na mnie, minimalistyczny wygląd. I wiecie co? Bardzo mi on pasuje! Czuję potrzebę minimalizmu i od jakiegoś czasu wyznaję zasadę Less is More. Sprawdza się, kilka drobiazgów w zupełności wystarczy aby nie czuć się przytłoczonym, ale też nie czuć się zupełnie "łyso" w swoich czterech kątach.




Życzę Wam dobrej nocy z przesłaniem:


P.s. Kubek z ostatniego wpisu jest marki RepeatRepeat, tutaj go znajdziecie. Uwielbiam go :) Udało mi się go kupić w TkMaxx za 1/4 ceny!