Czy Wy też tak czasami macie jadąc na wielki pchli targ, myślicie sobie, ale się obkupię. Na pewno będzie sporo fajnych rzeczy, szperacie, szperacie a i tak wracacie z pustymi rękoma, pomimo tego, że stoły uginają się od towaru. Właśnie ostatnio tak miałam, pojechałam pełna dobrych chęci, z wieloma drobnymi w portfelu i wróciłam, z niczym...
Dlatego jakże miłe zaskoczenie zaliczyłam wczoraj, będąc na maleńkim lokalnym pchlim targu, na którym wystawców było zaledwie kilkunastu a ja znalazłam kilka fajnych rzeczy. Jedną z nich była butelka Jamiego Olivera, za całe jedno euro :)
A ponieważ ostatnio u mnie na fali żółty i różowy kolor w dodatkach, pomyślałam, że butelka świetnie sprawdzi sie jako wazon a w ciepłe dni jako karafka do lemoniady czy kompotu. I tak na szybko powstała dekoracja parapetówkowa :) Gałązki zerwałam z przydomowego krzaka, do tego pudełko skubnięte z pokoiku Lenki, talerz Bloomingville i nudny parapet, zyskał kolor.
Dzisiaj też, pomimo deszczu odbył się u mnie, na miejscu, baaardzo mały pchli targ. Ale o dziwo, znalazłam na nim coś na co od dawna polowałam. Pokażę Wam innym razem.
Dziewczyny, chciałam Wam podziękować za komentarze pod poprzednim postem. Tak jak myślałam, głosy były za i przeciw. Dziękuję za wszystkie.
Ja obstawiam za hitem, w zależności od tego w jakim wnętrzu zastosujemy taką dekorację. We wnętrzu typu shabby kolorowe wycinki z gazet nie wyglądałyby dobrze, podobnie jak we wnętrzach w stylu country. Za to styl skandynawski, czy modern jest idealny aby w ten sposób wyeksponować to co nam się podoba, nie muszą to być tylko wycinki z gazet, mogą to być zdjęcia, plakaty itp. Możliwości jest wiele, najważniejsze to dobrze czuć się we wnętrzu w jakim się mieszka :)
Dobrej nocy!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parapetówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parapetówka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 12 maja 2013
wtorek, 23 kwietnia 2013
Czy Wy też miałyście udany dzień?
U mnie słońce grzało od rana, ciepły wiaterek muskał policzki. Przy takiej pogodzie kawka na świeżym powietrzu jest obowiązkowa. Laura i Lenka dotlenione, zadowolone. Takie wiosenne dni potrafią naładować baterie, zwłaszcza na tutaj, na wyspie, gdzie pogoda jest zmienna jak kobieta. Dzisiaj piękne słońce, jutro ulewny dzień.
Szafirki chwilowo okupowały parapet, dobrze im było w towarzystwie latarni i świeczników, z kwiatkami od Bloomingville konkurowały, które są ładniejsze. Bardzo mi się podoba połączenie delikatności szafirków z surowym wyglądem szklanej osłonki.
Ostatnio mniej mnie na blogu, blogach...Zaglądam, ale nie zostawiam śladu. Nie piszę u siebie. Mam nadzieję, że niedługo przejdzie mi ten ta stagnacja i wrócę z nowymi zdjęciami.
Tymczasem pozdrawiam serdecznie!
wtorek, 26 marca 2013
Wiosna,wiosna,wiosna ach to Ty!
I byłoby to ach i och gdyby nie śnieg za oknem... Sypie od rana, płatki wirują niesione wiatrem. Ech, w zeszłym roku o tej porze odpalaliśmy grilla przy 30 stopniowym upale...
Cóż, nie będę narzekać, święta tuż, tuż więc humory dopisują. Mam nadzieję, że w sobotę idąc ze święconką, jednak będzie świecić słoneczko. A jak nie, to przynajmniej Lenka będzie się cieszyła ze śniegu :) W domu powoli trwają przygotowania, pierwsze zakupy, sprzątanie, i to co tygryski lubią najbardziej, dekorowanie :) W tym roku, jak i w pozostałych latach postanowiłam ozdobić parapet i kominek, ten pierwszy to była moja działka, ten drugi pozostawiłam mamie.
Dzisiaj na pierwszy ogień idzie parapetówka, w bieli, szarości i purpurze. Wszak to kolor Wielkanocny.
Do aranżacji wykorzystałam to co już miałam w domu, kupiłam jedynie przepiórcze jajeczka i styropianowe jajka. Część z nich obkleiłam purpurową bibułką a część zostawiłam gładkie. Zające uszyła Kasandra, ceramiczne kicajki dostałam od mamy, szklane pudełka już znacie a piórka mam w zasobach dekoracyjnych.
Tasiemki WITH LOVE przetrwały z zeszłego roku :) Anitka nakleiła je na przesyłce dla mnie, jeszcze się kleją!
Kochane, pozostając w temacie świątecznych porządków chcę Wam "sprzedać" świetny przepis na płyn, do polerowania drewnianych mebli. Wystarczy kieliszek oliwy z oliwek, do tego pół kieliszka soku z cytryny i kilka kropel aromatu do ciast, np: waniliowego. Wszystko wymieszać, płyn nanosić w niewielkich ilościach suchą szmatką. Efekt gwarantowany, drewno nabiera pięknego połysku a wszystko to bez chemii, której tak dużo jest w tych wszystkich preparatach w sprey-u.
Pozdrawiam z zaśnieżonej wyspy :)
Cóż, nie będę narzekać, święta tuż, tuż więc humory dopisują. Mam nadzieję, że w sobotę idąc ze święconką, jednak będzie świecić słoneczko. A jak nie, to przynajmniej Lenka będzie się cieszyła ze śniegu :) W domu powoli trwają przygotowania, pierwsze zakupy, sprzątanie, i to co tygryski lubią najbardziej, dekorowanie :) W tym roku, jak i w pozostałych latach postanowiłam ozdobić parapet i kominek, ten pierwszy to była moja działka, ten drugi pozostawiłam mamie.
Dzisiaj na pierwszy ogień idzie parapetówka, w bieli, szarości i purpurze. Wszak to kolor Wielkanocny.
Do aranżacji wykorzystałam to co już miałam w domu, kupiłam jedynie przepiórcze jajeczka i styropianowe jajka. Część z nich obkleiłam purpurową bibułką a część zostawiłam gładkie. Zające uszyła Kasandra, ceramiczne kicajki dostałam od mamy, szklane pudełka już znacie a piórka mam w zasobach dekoracyjnych.
Tasiemki WITH LOVE przetrwały z zeszłego roku :) Anitka nakleiła je na przesyłce dla mnie, jeszcze się kleją!
Kochane, pozostając w temacie świątecznych porządków chcę Wam "sprzedać" świetny przepis na płyn, do polerowania drewnianych mebli. Wystarczy kieliszek oliwy z oliwek, do tego pół kieliszka soku z cytryny i kilka kropel aromatu do ciast, np: waniliowego. Wszystko wymieszać, płyn nanosić w niewielkich ilościach suchą szmatką. Efekt gwarantowany, drewno nabiera pięknego połysku a wszystko to bez chemii, której tak dużo jest w tych wszystkich preparatach w sprey-u.
Pozdrawiam z zaśnieżonej wyspy :)
czwartek, 31 stycznia 2013
CebuLOVE
Pobudzam do życia cebulki.
Dostałam je podczas wizyty u Ewelinki, w pierwszej chwili chciałam zasadzić je w ogrodzie, jednak w międzyczasie mignęły mi zdjęcia z "Warsztatu Woni" , tutaj możecie je zobaczyć. Swoją drogą polecam Wam ten blog, pełen cudnych zdjęć, domowego ciepła i uroczych miejsc w Warszawie widzianych oczami Finlandki.
Polecam Wam również sam "Warsztat Woni" do wirtualnego odwiedzenia, Marta Gessler ma niesamowity zmysł aranżacyjny, bukiety, kwiatowe aranżacje w jej wydaniu są niezwykle proste i piękne w swej prostocie.Warto co nieco podpatrzeć. Ja zainspirowałam się wiosennymi cebulkami i postanowiłam swoje narcyzy zakorzenić w szklanym, prostym wazonie. Muszę przyznać, że pną się do góry może nie w jakimś oszałamiającym tempie, ale co dzień do przodu :)
A jeszcze niedawno, cebulki nieśmiało wypuszczały pierwszą zieleń z cebulek...
Ściskam nadal w dwupaku z nadzieją, że w najbliższym tygodniu będę mogła w końcu przytulić moją małą córeczkę.
p.s. Dziewczyny, dziękuję Wam za informację o serii kryminałów Camilli Lackberg, niestety w polskiej księgarni w Dublinie nie mają pierwszej części, a ja chciałabym właśnie od niej zacząć. Niedługo odwiedzi mnie delegacja z pl, także na pewno przywiozą mi książkę.Tymczasem pocieszyłam się "Trafnym wyborem" J.K.Rowling i po przeczytaniu kilkunastu stron, wiem, że to był dobry wybór.
Dostałam je podczas wizyty u Ewelinki, w pierwszej chwili chciałam zasadzić je w ogrodzie, jednak w międzyczasie mignęły mi zdjęcia z "Warsztatu Woni" , tutaj możecie je zobaczyć. Swoją drogą polecam Wam ten blog, pełen cudnych zdjęć, domowego ciepła i uroczych miejsc w Warszawie widzianych oczami Finlandki.
Polecam Wam również sam "Warsztat Woni" do wirtualnego odwiedzenia, Marta Gessler ma niesamowity zmysł aranżacyjny, bukiety, kwiatowe aranżacje w jej wydaniu są niezwykle proste i piękne w swej prostocie.Warto co nieco podpatrzeć. Ja zainspirowałam się wiosennymi cebulkami i postanowiłam swoje narcyzy zakorzenić w szklanym, prostym wazonie. Muszę przyznać, że pną się do góry może nie w jakimś oszałamiającym tempie, ale co dzień do przodu :)
A jeszcze niedawno, cebulki nieśmiało wypuszczały pierwszą zieleń z cebulek...
Ściskam nadal w dwupaku z nadzieją, że w najbliższym tygodniu będę mogła w końcu przytulić moją małą córeczkę.
p.s. Dziewczyny, dziękuję Wam za informację o serii kryminałów Camilli Lackberg, niestety w polskiej księgarni w Dublinie nie mają pierwszej części, a ja chciałabym właśnie od niej zacząć. Niedługo odwiedzi mnie delegacja z pl, także na pewno przywiozą mi książkę.Tymczasem pocieszyłam się "Trafnym wyborem" J.K.Rowling i po przeczytaniu kilkunastu stron, wiem, że to był dobry wybór.
czwartek, 24 stycznia 2013
Okno
Okno, integralna część domu bez której nie wyobrażamy sobie życia. Daje nam światło, przyjemny wiatr w upalne dni, przeciąg, ciepłe powietrze. Zimą mróz maluje na nim swoje małe dzieła sztuki.
Okno, takie niby nic a jakże ważne.
Nasz ważny dzień zbliża się wielkimi krokami...Im więcej o tym myślę, tym bardziej zaczynam się go obawiać. Czy wszystko pójdzie dobrze, czy podołam wyzwaniu jakie stawiła przede mną matka natura? Czy będąc "oknem" dla mojego dziecka sprostam zadaniu i pomogę tej małej istotce przyjść na świat?
Czy się boję? Jak cholera!!! Ale strach przeplata się z euforycznym szczęściem. Wszak czekałam na to kilka miesięcy. Pomyślicie, druga ciąża, mogła się na to przygotować, nie ona pierwsza nie ostatnia. Tak, to wszystko racja, tylko ja mam gdzieś co ktoś myśli. Pod sercem noszę jedną z najważniejszych istot w moim życiu, priorytetem dla mnie, matki, jest zapewnić jej jak najlepszy start w życiu, a zaczyna się on od pierwszego skurczu...
Okno, ma jak widać wiele znaczeń.
Czas oczekiwania umilam sobie kwiatami,małymi aranżacjami.Dziś szybki rzut na okno w korytarzu. Tej części domu nigdy nie pokazywałam, bo po prostu nie ma co pokazywać. Butelkowa zieleń na ścianach, to kolor, który kompletnie do mnie nie przemawia, ale jest i będzie.
Ściskam.
Okno, takie niby nic a jakże ważne.
Nasz ważny dzień zbliża się wielkimi krokami...Im więcej o tym myślę, tym bardziej zaczynam się go obawiać. Czy wszystko pójdzie dobrze, czy podołam wyzwaniu jakie stawiła przede mną matka natura? Czy będąc "oknem" dla mojego dziecka sprostam zadaniu i pomogę tej małej istotce przyjść na świat?
Czy się boję? Jak cholera!!! Ale strach przeplata się z euforycznym szczęściem. Wszak czekałam na to kilka miesięcy. Pomyślicie, druga ciąża, mogła się na to przygotować, nie ona pierwsza nie ostatnia. Tak, to wszystko racja, tylko ja mam gdzieś co ktoś myśli. Pod sercem noszę jedną z najważniejszych istot w moim życiu, priorytetem dla mnie, matki, jest zapewnić jej jak najlepszy start w życiu, a zaczyna się on od pierwszego skurczu...
Okno, ma jak widać wiele znaczeń.
Czas oczekiwania umilam sobie kwiatami,małymi aranżacjami.Dziś szybki rzut na okno w korytarzu. Tej części domu nigdy nie pokazywałam, bo po prostu nie ma co pokazywać. Butelkowa zieleń na ścianach, to kolor, który kompletnie do mnie nie przemawia, ale jest i będzie.
Ściskam.
niedziela, 25 listopada 2012
Parapetówka,po raz enty ;)
Taki świąteczny,rogaty lampionik wpadł w moje ręce ostatnio.Skusiłam się,tym bardziej,że był przeceniony :) Pomimo,że staram się ubierać nasz dom w inne dodatki,to myślę,że taki akcent w okresie około świątecznym jest na miejscu.Na razie mieszka na parapecie w salonie,stąd tytuł wpisu :)
Udało mi się dzisiaj wybrać po gałązki modrzewiu :) Bardzo się z nich cieszę,część już mieszka w "dyńkowym" czarnym wazonie,część będzie oskubana z szyszek,które mam zamiar użyć do dekoracji.O ile przestanie boleć mnie paluch...Niestety,dzisiaj poważnie go sobie uszkodziłam.Myślałam,że takie incydenty,to raczej dzieciom się przytrafiają.Otóż sierotka Paulinka przytrzasnęła sobie paluszka drzwiami samochodu...Taaak,zatrzasnęłam drzwi a wraz z nimi swój palec.Ból nie do opisania,na szczęście nie jest złamany,ale zejście paznokcia,to pewnie tylko kwestia czasu :( Może macie jakieś sposoby na stłuczenia paluchów,pomijając ocet i Altacet?
Dla poprawy humoru,kilka inspiracji z gałązkami modrzewiu w roli głównej:
Udało mi się dzisiaj wybrać po gałązki modrzewiu :) Bardzo się z nich cieszę,część już mieszka w "dyńkowym" czarnym wazonie,część będzie oskubana z szyszek,które mam zamiar użyć do dekoracji.O ile przestanie boleć mnie paluch...Niestety,dzisiaj poważnie go sobie uszkodziłam.Myślałam,że takie incydenty,to raczej dzieciom się przytrafiają.Otóż sierotka Paulinka przytrzasnęła sobie paluszka drzwiami samochodu...Taaak,zatrzasnęłam drzwi a wraz z nimi swój palec.Ból nie do opisania,na szczęście nie jest złamany,ale zejście paznokcia,to pewnie tylko kwestia czasu :( Może macie jakieś sposoby na stłuczenia paluchów,pomijając ocet i Altacet?
Dla poprawy humoru,kilka inspiracji z gałązkami modrzewiu w roli głównej:
Pozdrawiam ciepło,Wasza gapa :)
piątek, 1 czerwca 2012
Dary natury-
to nie tylko dzieci :) Choć to właśnie dziś było ich święto.I z tej okazji nie tylko Lenka poczuła się jak dziecko...pamiętacie te czereśniowe kolczyki?Ile radości było z ich noszenia,dzisiaj ponad 20 lat później widzę tę samą radość w oczach mojej córki.XXI wiek a do szczęścia wystarczą połączone ze sobą czereśnie...
Z ostatniego wypadu nad morze przywiozłam sobie patyczki...zwykłe -niezwykłe patyczki wyrzucone przez morskie fale na kamienisty brzeg. Jakież one są cudne!!!Gładkie,delikatne,w pięknych odcieniach brązu i beżu.Jedne zupełnie proste inne pofalowane.Ciekawe ile czasu tak dryfowały w wodzie zanim znalazły się u mnie w domu?
Większość z Was jest przed wakacyjnymi urlopami i zapewne większość z Was spędzi je nad morzem.Przechodząc obok straganów z chińskimi muszelkami tudzież plastykowymi bursztynami,warto iść dalej i zamiast latarni morskiej sklejonej z listewek warto przywieźć sobie dary natury i wykorzystać je w dekoracjach.
I tak w prosty sposób moja już znana chyba wszystkim parapetówka znów zmieniła swoje oblicze :) Z nowości na niej to pękaty wazon,kupiony w sklepie ogrodniczym na przecenie i srebrna ramka ze sklepu wszystko po...
I jeszcze kochane mam pytanie na koniec,co to za roślinka?Rośnie to sobie dzielnie w moim ogrodzie w moim misz-maszowym ogrodzie,a dokładniej na rabatce,gdzie to chyba wszystko rośnie,tylko niestety ja nie wiem co :) Pomożecie?Dla zachęty obiecuję,że osoba która pierwsza poda mi nazwę roślinki dostanie nagrodę niespodziankę :)
Pozdrawiam wszystkie dzieciaki,te najmniejsze i te największe!
Z ostatniego wypadu nad morze przywiozłam sobie patyczki...zwykłe -niezwykłe patyczki wyrzucone przez morskie fale na kamienisty brzeg. Jakież one są cudne!!!Gładkie,delikatne,w pięknych odcieniach brązu i beżu.Jedne zupełnie proste inne pofalowane.Ciekawe ile czasu tak dryfowały w wodzie zanim znalazły się u mnie w domu?
Większość z Was jest przed wakacyjnymi urlopami i zapewne większość z Was spędzi je nad morzem.Przechodząc obok straganów z chińskimi muszelkami tudzież plastykowymi bursztynami,warto iść dalej i zamiast latarni morskiej sklejonej z listewek warto przywieźć sobie dary natury i wykorzystać je w dekoracjach.
I tak w prosty sposób moja już znana chyba wszystkim parapetówka znów zmieniła swoje oblicze :) Z nowości na niej to pękaty wazon,kupiony w sklepie ogrodniczym na przecenie i srebrna ramka ze sklepu wszystko po...
I jeszcze kochane mam pytanie na koniec,co to za roślinka?Rośnie to sobie dzielnie w moim ogrodzie w moim misz-maszowym ogrodzie,a dokładniej na rabatce,gdzie to chyba wszystko rośnie,tylko niestety ja nie wiem co :) Pomożecie?Dla zachęty obiecuję,że osoba która pierwsza poda mi nazwę roślinki dostanie nagrodę niespodziankę :)
Pozdrawiam wszystkie dzieciaki,te najmniejsze i te największe!
Etykiety:
kwiaty,
lato,
parapetówka,
pokojowo,
słodkości rozdaję
środa, 4 kwietnia 2012
Skromnie ale z jajem!
U mnie w tym roku dosyć ubogo z dekoracjami Wielkanocnymi,chyba brak weny mi doskwiera...
Na szczęście zeszłoroczna kura kupiona przez moją mamę,tegoroczne kicajce od Kasandry i strusie-styropianowe jajo z kawałkiem taśmy od Anitki tworzą zgraną kompozycję.Do tego skrzynka na zioła,wianek,drewniane jaja,świeczniki,bazie...
No ok,miało być skromnie a wyszło tego całkiem sporo ;) Parapetówka z głowy.
Iście letnie temperatury,które towarzyszyły nam w zeszłym tygodniu poszły w siną dal!Śmiejemy się tutaj,że lato już było,teraz już tylko jesień...i faktycznie pogoda typowo październikowa.Jednak nie zniechęciła mnie ona do wypadu po bukszpan do mojego pobliskiego parku,zerwałam go całkiem sporo,nie tylko do dekoracji koszyczka ale i do moich florystycznych poczynań haha zobaczymy co z tego wyjdzie :)
Uściski przedwielkanocne ślę!
Na szczęście zeszłoroczna kura kupiona przez moją mamę,tegoroczne kicajce od Kasandry i strusie-styropianowe jajo z kawałkiem taśmy od Anitki tworzą zgraną kompozycję.Do tego skrzynka na zioła,wianek,drewniane jaja,świeczniki,bazie...
No ok,miało być skromnie a wyszło tego całkiem sporo ;) Parapetówka z głowy.
Iście letnie temperatury,które towarzyszyły nam w zeszłym tygodniu poszły w siną dal!Śmiejemy się tutaj,że lato już było,teraz już tylko jesień...i faktycznie pogoda typowo październikowa.Jednak nie zniechęciła mnie ona do wypadu po bukszpan do mojego pobliskiego parku,zerwałam go całkiem sporo,nie tylko do dekoracji koszyczka ale i do moich florystycznych poczynań haha zobaczymy co z tego wyjdzie :)
Uściski przedwielkanocne ślę!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





