Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupowo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 listopada 2015

Dwie aranżacje

Ostatnio natknęłam się w składziku z meblami na fotel rattanowy- bambusowy. Zachwyciłam się, podumałam i wróciłam do domu bez niego. Zapobiegawczo zrobiłam mu zdjęcie, wysłałam do koleżanki iiiiiiii... dostałam taką reprymendę!!! Dlaczego nie kupiłaś? W Bloomingville itp sklepach mają podobne za grube pieniądze (sprawdziłam, cena ponad 300€ za fotel, sprawiła, że gdybym go miała, to bym z niego spadła). No tak, sprawę przemyślałam, wydumałam miejsce dla niego, ale było już za późno aby pojechać. Zaczęła się nerwówka, czy jak jutro pojadę to jeszcze będzie, czy zapakuje go do auta, czy faktycznie jest mi tak NIEZBĘDNY ;)

Na szczęście dnia następnego, fotel czekał na mnie i to za cenę jeszcze niższą, niż dnia poprzedniego. Po raz kolejny miałam farta, jeżeli chodzi o takie okazje.





Fotel przedstawiam Wam w dwóch aranżacjach, same oceńcie, która przypadła Wam do gustu. Ja chyba nie mogę się zdecydować :)





Z perspektywy czasu, jestem bardzo zadowolona z zakupu. W jesienno- zimowym okresie świetnie sprawdza się z poduchami, kocami i futrzakiem. Do tego herbata, książka i żadna zawierucha za oknem mi nie straszna. W czasie letnim fotel zawędruje na ogród, gdzie będzie idealnie się sprawdzal przy wygrzewaniu na słońcu.

Serdeczne pozdrowienia- Paulina

piątek, 18 września 2015

Siedzi w głowie

Macie czasami tak, że coś Wam siedzi w głowie i nie chce wyjść? Może to być jakaś uparta myśl, idea, pomysł, rzecz, człowiek itd. Długo można wymieniać. Ja, jako blogerka jestem często narażona na takie natrętne COŚ co siedzi w głowie, wystarczy, że coś zobaczę, podejrzę w magazynie wnętrzarskim, na jakimś blogu. Myśl o tym CZYMŚ zaczyna kiełkować, aż rodzi się z tego prawdziwa chęć posiadania. Dobrze, jeżeli jest to rzecz dostępna w sklepach, gorzej, kiedy jest to coś jedynego, niepowtarzalnego albo kupionego przez dziadka w 63 roku... Wtedy pozostaje mi pchli targ, na którym już niejednokrotnie kupiłam rzecz o której myślałam namiętnie i trach, mam cię! Udało mi się kupić podobną.

Ostatnio moje myśli krążyły wokoło ogólnodostępnej rzeczy, pięknej, przydatnej i wyjątkowej. Można pomyśleć, tylko brać. No tak, gorzej z ceną tejże rzeczy... W takim przypadku albo odpuszczamy albo inwestujemy i cieszymy się jak dzieci. Ja zainwestowałam i do pary, dokupiłam poszewkę, co by później nie żałować, że jednak jej nie wzięłam.
Tym sposobem moje nadmorskie, nadbałtyckie usiłowanie opalania, było jeszcze przyjemniejsze ;)







Cóż mogę dodać, koc w rzeczywistości jest jeszcze piękniejszy i jest świetnym kontrastem do szarości i bieli w moim domu. Tkanina, z którego jest wykonany jest bardzo mocna, więc posłuży na długo. Ten model występuje w dwóch kolorach, różu i szarości, jeżeli jesteście zainteresowani kupnem to szukajcie go pod nazwą Honeycomb blanket, marka House of Rym.
Ja swój zestaw kupiłam w sklepie Kapibara, serdecznie pozdrawiam właścicielkę :) Troszkę namotałam z zamówieniem ale na szczęście, wszystko przyszło na czas.

Za udział w sesji, dziękuję plaży w Jastrzębiej Górze i temu cudnemu, solidnemu kawałkowi drewna. Jeżeli szukacie takich okazów, bądź mniejszych, na ww plaży znajdziecie ich mnóstwo.

Udanego weekendu.
Paulina

środa, 1 lipca 2015

Ministerstwo, Kossmoss i znów zleciało

Krzesełkowo u mnie ostatnio :) Po sędziwym i zacnym Thonecie dziś przedstawiam mniej rodowego, giętego, sklejkowego staruszka z czasów PRL, wyprodukowanego w Zakładzie... nawet nie wiem jakim, bo naklejka na spodzie siedziska uległa zniszczeniu. Brat obiecał odrestaurować krzesło i nadać mu nowe życie, zobaczymy, czy dotrzyma słowa ;)


Wracając do tematu. Ministerstwo Dobrego Mydła. Sporo o nich ostatnio, instagram aż kipi od zdjęć kosmetyków tam produkowanych. Naturalne składniki, najlepszej jakości oleje i masła, wzbogacane dobrocią ziół, glinki czy olejkami eterycznymi. Każdy produkt powstał z wysoko wyselekcjonowanych składników, po to, abyśmy mogły cieszyć się towarem w rozsądnej cenie połączonej z doskonałą jakością. Ja swoje cudeńka dostałam od Dorotki, olejek do twarzy z pestek śliwki to mój "must have" pielęgnacji twarzy, mydło z rozmarynem testuję od kilku dni, jest idealne dla mojej wymagającej, suchej skóry. Kula do kąpieli czeka na swój czas, na spokojną kąpiel z książką w ręce i kieliszkiem wina... Zachęcam Was do zapoznania się z ofertą Ministerstwa, nie zawiedziecie się.



Kossmoss. Będąc w Krakowie w odwiedzinach u Zającecztery, S. zaprowadziła mnie do sklepu z polskim designem i rękodziełem, w którym nie wiedziałam, na czym wzrok zawiesić. Rzeczy Same bo o nim mowa, znajduje się na ul. Nadwiślańskiej 11, zachęcam do odwiedzin, przemiła obsługa a do tego towar godny najlepszych sklepów designerskich. Po oczopląsie i rozeznaniu skusiłam się na zakup lnianych serwetek, w kolorze spranego błękitu. Pomyślałam, że będą idealnie nadawały się do letnich posiłków. Wykonawcą jest, a jakże ;) polska marka Kossmoss specjalizująca się w szyciu z ciekawych tkanin pościeli, poszewek, serwetek itp. Jak widzicie serwetki wdzięcznie pozują w sesji, wraz z białą lnianą poszewką, którą również mam dzięki uprzejmości wirtualnej znajomej.



Dziś mija siódma rocznica prowadzenia bloga... Znów kolejny rok zleciał nie wiadomo kiedy. Ostatnimi czasy lekko przykryty kurzem Home my Place znów nabiera tempa. Po odkurzeniu i wywietrzeniu, nie tylko wirtualnego miejsca, wraca z nową porcją zdjęć, inspiracji. Jestem dzięki Wam, dzięki garstce ludzi, którzy zaglądają, napiszą kilka słów, wspierają. I pomimo, że weny czasem brak, czasu mało to jestem i jeszcze trochę zostanę, w tym wirtualnym kawałku mojego świata.
Z okazji urodzin chciałabym zaproponować Wam drodzy czytelnicy prezent. Zajrzyjcie proszę na stronę Ministerstwa Dobrego Mydła (klikając w nazwę od razu przekieruje Was na stronę) i wybierzcie sobie dwa produkty, które ja Wam zasponsoruję i opłacę wraz z dostawą do domu. Spośród komentarzy, wybiorę jedną osobę, która będzie mogła przetestować te wyjątkowe kosmetyki.
Nie jest to prezent sponsorowany przez MDM, sponsoruję go ja, bez żadnych konszachtów z marką i jej właścicielkami .

Ściskam urodzinowo. Paulina Home my Place


niedziela, 28 czerwca 2015

Sędziwy Thonet i Jug Vase

Malutko mnie ostatnio na blogu a to za sprawą urlopu, który udało mi się spędzić w Polsce. Ach, cóż to był za intensywny czas! Pomimo niezbyt sprzyjającej pogody, udało mi się maksymalnie go wykorzystać, na przemiłych spotkaniach i udanych wyjazdach. Tu szczególne ukłony dla Agi, Mili i Zającecztery :) Te trzy wyjątkowe osoby sprawiły, iż czas spędzony we Wrocławiu i Krakowie minął szybko i przyjemnie.
Nie myślcie sobie, że czas spędzałam tylko na przyjemnościach, było też trochę pracy związanej z blogiem, sesje z udziałem pięknych przedmiotów. Ale zaraz, zaraz czy to aby praca, czy przyjemność???
Pierwszą z sesji zafundowałam sobie na strychu, z piękną ceglaną ścianą w tle i wiekowym krzesłem marki Thonet, które to dostaliśmy od mojego kuzyna, które z kolei dostał od swojego taty, a ten od swojej mamy, która pracowała we Wrocławskim Teatrze Lalek. Krzeseł sztuk kilka przyniosła kiedyś do domu. Niestety nie wiem czy służyły one w garderobach, teatralnej kawiarni czy też zalegały na strychu jeszcze od czasów przedwojennych... Ci którzy znają krzesła zaprojektowane przez Michaela Thoneta i jego fabrykę, wiedzą, iż są to ponadczasowe modele, które idealnie wpisują się w klimat każdego wnętrza, tym bardziej, że spośród wielu wzorów można dobrać ten jeden idealny dla siebie.




Jug Vase marki House Doctor wypatrzyłam w jednym ze sklepików internetowych ze skandynawskim designem. Ostatnio po drodze mi z przedmiotami z ceramiki, gliny i kamionki. Ręcznie formowanymi, szkliwionymi. Dlatego ten oryginalny dzbanek wpadł do mojego koszyka, tym szybciej iż był w dziale z przecenionymi przedmiotami. Szczerze powiem, wcześniej się z nim nie spotkałam, widać nie każdy poznał się na jego urodzie i funkcjonalności, bo same przyznajcie, że podpiąć mu można różne funkcje.



Spokojnej nocy. Paulina

Jug Vase: House Doctor
Szal: Zara
Krzesło i kamionkowy słój: strych mojej mamy ;)

sobota, 16 maja 2015

#CharityShopFind

W luźnym tłumaczeniu, tytuł postu brzmi: znalezione w sklepie organizacji charytatywnej a jeszcze prościej, znalezione w lumpeksie :)
Wiecie jak uwielbiam tego typu sklepy, tutaj na wyspach można znaleźć istne perełki. Od firmowych torebek, ubrań, rzeczy do domu, po gadżety, które niekoniecznie przykuwają uwagę. Mój "nowy" kubek, made in england, myślę, że stałby długo niezauważalny. Na szczęście moja inna wrażliwość, nie pozwoliła mi zostawić go samotnie, podobnie było z drewnianą misą. Która po małym retuszu, wygląda pięknie (miała nóżki i podstawkę, która niekoniecznie mi pasowała) W misie portugalskie dary natury, coś w rodzaju szyszek, zbierając je, obawiałam się, czy pozwolą mi je przewieźć przez granicę. Jak widać udało się.




Wpisując tytułowy hasztag na Instagramie, możecie zobaczyć jakie rzeczy ludzie wynajdują w sklepach typu second hand. Każdy szuka czegoś innego, ubrań, rzeczy do domu, ciekawych książek, zabawek. Taka różnorodność którą łączy jedno, miłość do nadawania rzeczom drugiego życia. Bo jakże łatwo wszystko wyrzucić na śmietnik...

Udanej, słonecznej soboty Wam życzę z dobrą kawą w ulubionym kubku. Paulina


poniedziałek, 11 maja 2015

Orient EXPRESS

Pociąg do orientu mam chyba od zawsze. Odkąd sama mogłam urządzać swoje kąty w panieńskim pokoju, dekorowałam je figurkami buddy, narzutą kupioną w sklepie indyjskim. Paliłam kadzidełka i snułam marzenia o dalekiej podróży. Do dziś w urządzaniu "dorosłych" wnętrz posiłkuję się drobiazgami w orientalnym stylu. Lampion, taca, ramki, małe rzeczy, które tworzą całość i dobrze współgrają z innymi dodatkami. Orientalne rzeczy są jak przyprawa orientalna, wystarczy szczypta aby nadać smaku.
Ostatnio będąc w swoim ulubionym sklepie ;) wpadło mi w oko lustro. Nie jest tak piękne, jak te w kuchni u Agnethy ( Aga Twoje jest jedyne w swoim rodzaju) to i tak zapałałam do niego miłością, choć jak to w miłości bywa, miałam pewne dylematy. Na szczęście kilka duszyczek szybko wybiło mi je z głowy!

I słusznie, spójrzcie sami na tą perfekcją robotę ludzkich rąk. I pomyśleć, że ktoś, daleko stąd potrafi wyczarować takie cuda...




Lustro: TkMaxx oczywiście ;)

Dobrej nocy.


środa, 6 maja 2015

I will SURVIVE

Nie ma innej opcji! Znając moją rękę do kwiatów doniczkowych, tylko taka osłonka może je uratować przed: zgniciem, ususzeniem, odwodnienie, przelaniem itp. Niepotrzebne skreślić ;)


Storczyk, był jako dodatek do osłonki. Docelowo zainstaluje się tam sukulent. Mam nadzieję, że będzie wyrozumiały i nie odmówi współpracy.



Turkusowa osłonka, to piękny ceramiczny pojemnik, w którym pierwotnie była świeca. Nie dość, że piękny miała aromat, do tego pięknie wyglądała. Szkoda było wyrzucić taki drobiazg. Teraz może cieszyć się drugim życiem. Recykling jak się patrzy!

Turkusowa osłonka, lampion: TkMaxx
Osłonka I Will Survive:


Uściski. Paulina

piątek, 24 października 2014

Łania poduszkowiec

Ileż to razy wzdychałam do poduszek z motywem zwierzęcym, wilki, jelenie, wiewiórki. W każdym szanującym się skandynawskim sklepie, znaleźć można, właśnie takie poduszki, poszewki, często z cenami nie do przejścia.
Ostatnio na swoim profilu instagramowym, Alewe ( Poszukiwania moje) pokazała zakup z Pepco, oczy mi się zaświeciły! Toż to właśnie poduszka, którą zawsze chciałam mieć. Mój zapał do posiadania łani osłabł szybko, jak się okazało, że do Pepco mam kawał drogi ( dodam, że byłam w tym czasie we Wrocławiu, mimo wszystko sklep Pepco mam daleko od domu) a na wyspę wracałam na następny dzień. Na szczęście, zupełnie przypadkiem, będąc na spożywczych zakupach, dojrzałam szyld Pepco w Arkadach Wrocławskich! Zaraz tam poszłam, ciągnąc ze sobą koleżankę, z którą umówiłam się do kina. Poduszkę kupiłam, na film się nie spóźniłam i szczęśliwa wróciłam z poszewką ( cała poducha w walizce- odpadało) do domu :)




Jeżeli macie ochotę na poduszkę, to zapraszam do sklepu. Do wyboru są łanie, wiewiórki i wilki.
Ściskam jesiennie. Coś czuję, że jesienne wieczory będą sprzyjały w pisaniu postów :)

 

niedziela, 20 lipca 2014

New

Tak się składa, że coraz mniej kupuję rzeczy do domu. W przeciągu kilku lat nazbierało się sporo rzeczy, które w większości albo już mi nie pasują, albo po prostu znudziły mi się. Nie znaczy to wcale, że nie kupuję niczego. Kupuję ale bardziej świadomie. Nie rzucam się na jakąkolwiek skorupkę czy pierdółkę. Wolę przemyśleć zakupy i wrócić do domu z czymś co na pewno mi się przyda. Tak było w przypadku wazonu i szklanego puzderka.


Puzderko wypatrzyłam w Dublinie, w sklepie w którym można dostać designerskie dodatki do domu. Lubię zaglądać do tego sklepu, chociażby po to aby nacieszyć oczy. Jakiś czas temu będąc tam wypatrzyłam właśnie to szklane cudeńko od Bloomingville. Potrzebowałam czegoś na biżuterię noszoną na co dzień, a zdejmowaną na noc. Puzderko spisuje się w tym zadaniu idealnie. Pomimo tego, iż pierwotnie przeznaczone było do zupełnie innego celu :)



Wazon znalazłam w TkMaxx, wpadł mi w oko od razu, ale kilka razy chodziłam koło niego, aż w końcu znalazł się w koszyku. Bardzo spodobał mi się jego kolor i kształt, dodatkowym plusem na korzyść jego zakupu był fakt, iż został wyprodukowany w Polsce, niestety nie wiem w jakiej fabryce.



Taca i świecznik zostały kupione na pchlim targu, tam ciężko mi się oprzeć i jak widzę coś ciekawego za grosze, po prostu biorę to! ;)

Ostatnie zdjęcie pt: Work in progress, zrobione jest przez mojego małego pomocnika :) Chyba rośnie mi fotograf- amator.


Pozdrawiam i życzę udanego tygodnia!

piątek, 4 kwietnia 2014

Swap i marcowo instagramowo.

Stało się, po ponad 13 miesiącach odzyskaliśmy wolność ;) A wszystko przez zamianę pokoików. Lena trafiła do naszej sypialni i teraz dziewczyny mają swój dziewczyński pziokój :D
Nie obyło się bez zakupów, Lenka jako uczennica doczekała się swojego biurka, z którego jest bardzo dumna. Dostał jej się też nowy regał na zbiór książek, który co chwilę się powiększa. Pokoik pomimo, że mały i kiepski jeżeli chodzi o ustawność mebli to jednak wyszedł przytulnie i bez wrażenia przytłoczenia. Ponieważ jeszcze jesteśmy w trakcie dopieszczania, będziecie musieli chwilkę poczekać, zanim pokażę Wam efekt końcowy(?) ;)

A co z nami. O dziwo zmieściliśmy wielkie łóżko w "dziupli" i o dziwo, zostało nawet troszkę miejsca. Niestety, pokój wymaga kosmetycznych zabiegów, w tym malowania, które planuję w najbliższym czasie. Nie byłabym jednak sobą, gdybym już go troszkę pod siebie nie zaaranżowała :)
Dzisiaj mały fragment z nowym nabytkiem ze sklepu na I. Lampka, bo o niej mowa urzekła mnie swoim designem, ma w sobie to wszystko co lubię, kabel opleciony czarno- białym sznurkiem, metalowy, biały  klosz, miedziane dodatki, które tak są modne obecnie we wnętrzach.



W dniu przeprowadzki kupiłam bukiet Jaskrów. Piękne kwiaty, kojarzą się z sielskością, równocześnie pozostając prostymi w formie. Bez zbędnych dodatków, włożone do prostego wazonu są idealną dekoracją w każdym wnętrzu.




Kończąc dzisiejszy wpis zostawiam Wam z kolażem insta pstryków marcowych. Oj, działo się w marcu, działo :) To był fantastyczny miesiąc!


Pozdrawiam i życzę udanego weekendu!